Nie wiem czy zauważyliście, ale przed samą Wielkanocą we wszystkich sklepach zaroiło się od wędzonych ryb. Wiem wiem, że w hipermarketach można znaleźć wszystko, ale od czasu przeprowadzki staramy się przede wszystkim kupować w lokalnych sklepach, warzywniakach, w których wszystkiego nie ma, a sezonowość produktów jest ich wkurzającą zaletą. Zazwyczaj byłam przyzwyczajona do tego, że regularnie przez cały rok pojawia się wędzona makrela - ona jest wszędzie i nie trzeba się nawet starać, żeby znaleźć. A tu nagle pojawił się wybór pstrągów, węgorzy i halibutów. Oczywiście, jak to ja, zaraz wzięłam pstrąga i kiedy rozpakowałam go już w domu zdałam sobie sprawę, że nie mam pojęcia co z takiego pstrąga mogę zrobić... Z tego mojego zastanawiania się, jak widzicie, wyszedł przepis na penne, który jest raczej szybki i prosty.