Pomysł na zrobienie własnego domowego pasztetu wyszedł w sumie czystym przypadkiem. Jak się dowiedzieliśmy, że kobiety w ciąży nie za bardzo mogą jeść podroby, a przede wszystkim wątróbki, które są składnikiem większości nam dostępnych pasztetów, strasznie brakowało mi zjedzenia kanapki z pasztetem. I tak od marudzenia do próby znalezienia tego co zjeść mogę wymyśliłam, że najprościej będzie zrobić to samemu. A dzięki temu zyskałam pewność, że wiem co faktycznie w tym pasztecie mam i że mogę go zjeść z "czystym sumieniem". Nie powiem trochę pracy przy tym pasztecie było, ale warty był tego, a z pomocą M. poszło zdecydowanie szybciej.