Cześć!

Tak to już w tym świecie jest, że jedni zdobywają górskie szczyty, drudzy majsterkują, a jeszcze inni projektują, ja za to gotuję.. Zawsze i wszędzie, gdzie się tylko da, a jak się nie da to i tak gotuję, a jak już nawet to nie wypali to chociaż siedzę i wymyślam przepisy. Tego bloga założyłam pod wpływem namów jeszcze wtedy mojego chłopaka (teraz mam nadzieję – szczęśliwego męża). To on jest moim głównym krytykiem kulinarnym w domu. Na całe szczęście w przeważającej większości  smakuje mu to co przygotowuje i tylko od czasu do czasu przemycam do dań składniki, których nie lubi… Oczywiście, zawsze całkiem przypadkiem, bo akurat były w lodówce i trzeba je było zjeść. 

Co można jeszcze napisać o sobie? Jestem trochę idealistką, odrobinę optymistką, a czasami nawet realistką. Straszna gaduła ze mnie, jak już zacznę gadać to już nie ma końca. Nigdy się nie poddaję, za wszelką cenę próbuję dopiąć swego i osiągnąć wszystko co sobie założę. Moją wytrwałość czasem, a raczej w większości przypadków, można nazwać oślim uporem. W wolnych chwilach, których jest jednak coraz mniej (poza gotowaniem i pieczeniem) lubię czytać. Nie ma to jak usiąść przy dobrej książce z kubkiem domowego grzanego wina. O tak, to jest to! Poza tym można powiedzieć, że jestem Przyjacieloholiczką –  nie zliczę już ile razy oglądałam ten serial. W sumie może nawet lepiej, że nie zliczę, bo pewnie przeraziłabym siebie i Was.

Mam świetnego – teraz już męża. Mój krytyk jest dużo spokojniejszy niż ja i dużo mniej mówi, ale to dobrze, bo nie wiem czy wytrzymałabym z kimś kto mówi tyle co ja! M. baaaardzo pomaga mi na blogu, to on zjada i próbuje wszystko co ugotuje i upiekę z uśmiechem na twarzy i tylko kilka razy wymuszonym! Zazwyczaj dopełniamy się charakterami, tam gdzie jestem roztrzepana, on jest spokojny, racjonalny i odwrotnie. Mamy to szczęście, że dobrze się rozumiemy, co wcale nie oznacza, że się nie kłócimy.

Od niedawna mamy córeczkę Ł., która stała się dla Nas oczkiem w głowie. Uczymy się razem z nią -ona życia na naszym świecie - my opieki nad takim maleństwem. Razem znosimy płacze i śmiechy . Codziennie odkrywamy, że maleństwo umie coś nowego, widzimy jak się rozwija.

No i pozostał mi do przedstawienia nasz kot - Jaskier, który w swoim kocim rozbawieniu demoluje nam pół mieszkania, a drugie pół zasypuje chusteczkami, które wyciąga z pudełka. Nie ma muchy lub innego owada, którego by nie upolował. Uwielbiamy go choć najbardziej uroczy i grzeczny jest oczywiście gdy śpi. 

Pozdrawiam
Dominika

 

WSPÓŁPRACA:

Jestem otwarta na współpracę przy ciekawych projektach.

Nie jestem zainteresowana współpracą barterową.

Propozycję proszę przesyłać na maila: wposzukiwaniusmaku@gmail.com